poprzednie zamknij następne
Pielgrzymka 2007
XVI Piesza Pielgrzymka Niepełnosprawnych z Warszawy na Jasną Górę

Zapalony pielgrzym

Kto raz zaznał radości pielgrzymkowego szlaku, kto stał się częścią wielkiej wędrującej rodziny Bożych dzieciaczków, ten z całą pewnością zna dobrze to uczucie o którym teraz myślę…Jeszcze czujesz bolące stawy i ścięgna, jeszcze oczy kleją się ze zmęczenia…a niepokorne serduszko już się rwie do nowej drogi. I Ty wiesz i ja wiem że za rok spotkamy się na pewno. Ze znów my przytulimy się do siebie, a nas przytuli Boża Mama z wysokości Jasnej Góry.

Cały ten rok był dla mnie czasem oczekiwania. W grafiku wakacyjnym termin pielgrzymki został zarezerwowany niemalże od zaraz. Z radością przywitałam początek sierpnia. Trochę kiepsko się czułam a słupek rtęci w termometrze podniósł się o kilka kresek i uparcie tak sterczał nie zważając na moje protesty. Ale którzy by się tam jakimś niewychowanym słupkiem przejmował, jeśli już za trzy dni miałam wyruszyć w upragnioną drogę. W końcu 4 sierpnia ze śpiewem na ustach i przeziębieniem w nosie powitałam pociąg pospieszny relacji Bydgoszcz-Warszawa. Huuurrra coraz bliżej szczęśliwego kościółka na Deotymy! Ostatnie telefony do przyjaciół… Kto gdzie będzie, jak się spotkamy…. Wreszcie wyczekany warszawski peron. Jest Leszek!!!! Wielki, silny, roześmiany i te oczy pełne radości…Już wiem że jestem na właściwym miejscuJ Leszka, jego cudną żonę i syna- prawdziwego dżentelmena poznałam w zeszłym roku. I to nasze poznanie wtedy wystarczyło by teraz razem wcinać pizze, modlić się, zwiedzać wieczorną starówkę, wreszcie gadulić do nocy i w pośpiechu dopinać plecaki. Nie widziałam co prawda żadnej spadającej gwiazdki, ale to i tak była noc spełnionych marzeń. Dzięki gościnności naszych gospodarzy moja przyjaciółka Angelika pierwszy raz w życiu zobaczyła Warszawę.

Wreszcie nadszedł ranek…kompletnie nie wiedziałam gdzie pomieścić radość która narastała z każdą sekundą. Wspólna eucharystia. Ze wszystkich sił staram się skupić…błogosławieństwo i wyruszamy!!! Ksiądz szrek już śpiewa nasze „w drogę z nami”. Raduję się siostrami i braćmi na około choć zmęczenie daje o sobie znać bardziej niż zwykle, przez wspomniany słupek rtęci.” Panie Boże, pozwól mi dojść…proszę!” Ze zdwojoną siłą uświadamiam sobie intencje mojej drogi. Przecież tulę w sercu Haneczkę. Tak bardzo chciała bym zanieść jej troski i radości pod częstochowski obraz. Czuję gdzieś w sercu, że w końcu będę musiała wrócić, że tak będzie lepiej…Szkoda bo tak mało pamiętam…Cała skupiona na tym żeby jednak nie zakaszleć, oszukać chorobę i zostać! Ale jakieś perełki wspomnień kołatają się mimo to.

Kochana Basieńka mężna niewiasta, która raźno przemierza pielgrzymkowy szlak z dwojgiem maleńkich dzieci i jeszcze znajduje czas na radość i dobre słowo. Oskar, który tak dzielnie dotrzymywał kroku swojemu tacie i niemalże wyrywał mu wózki z rąk żeby tylko pomóc. Agniesia radosne słoneczko z tamburynem, kochana istotka, której bolące nóżki wcale nie odebrały ofiarności i chęci niesienia pomocy. Wreszcie Gabriel i Justynka prawdziwe aniołki poskrywane w ludziach. Szrek, który po prostu jest szrekiem i jest w tym swoim byciu przekochany…Ogrom, ogrom miłości. Niestety duch mój ochoczy ale ciało słabe… Postanawiam pójść do karetki. Stało się… moje oskrzela postanowiły się zapalić. Płakałam jak trzyletnia rozkapryszona dziewczynka.
Na wieść o powrocie do domu gotowa byłam wypłakać dla świata nowy ocean, za to absolutnie nie potrafiłam się podporządkować. Na szczęście znaleźliśmy kompromisowe rozwiązanie. Mój rower pojechał samochodem bagażowym, ja przesiadłam się na wózek inwalidzki. Pierwszy raz przyszło mi do głowy ile to trzeba pokory by być niepełnosprawnym! Na moim rowerku to bolały od pielgrzymowania kolana i biodra. Na wózku oprócz tego, że ścierpnięta jest dokładnie każda część ciała, boli jeszcze dusza. Cudna pielgrzymkowa rodzina nie opuściła mnie jednak ani na chwilę. Wszyscy dziarsko pchali wózek i usiłowali podnieść na duchu. Kochana siostra Asia oklepywała mnie, poiła miksturami leków i opiekowała się jak własnym dzieckiem. Przepiękna, wzruszająca była nowenna. Tylu przyjaciół prosiło wtedy o moje zdrowie. Żadne pozytywne zaklinania jednak nie pomogły. Na mszy św. z Biskupem Zawitkowskim wiedziałam już, że raczej prędzej niż później muszę wrócić. Wtedy ostatni raz zaniosłam głośno do Boga moje intencje. Poprosiłam żebym mogła zostać! A jeśli to niemożliwe, niech On sam przytuli moje prośby. Zadzwoniłam do domu. Przed wyjazdem zdążyłam jeszcze pobawić się na słynnej „dyskotece u szreka” i pożegnać z ludźmi na ostatnim wieczornym apelu. Było przepięknie. Wszyscy otulili mnie ciepłem i serdecznością. Zapewniali o modlitwie i pamięci tak długo, aż zupełnie wyschły wszystkie łzy. Na koniec przy wtórze gitar zaśpiewali mi nie płacz Ewka. Jednogłośnie zmieniliśmy jednak ostatnie linijki tekstu. Wiedzieliśmy przecież, że spotkamy się za rok !!!!.

To co najpiękniejsze w tej pielgrzymce i czego o ironio doświadczyłam właśnie dzięki chorobie dokonało się już po powrocie do domu. Co chwilę odbierałam smsy i telefony. Miałam szczegółowy raport niemalże z każdej godziny wędrowania. Tak naprawdę ciągle byłam na pielgrzymkowym szlaku. Odczułam wtedy niewypowiedziany cud jedności. Od samego postanowienia wędrowania nie ja i moje odczucia były jednak ważne. Najważniejsze były intencje, które niosłam w sercu: Życie Haneczki, dla której szłam do Częstochowy. Pielgrzymkowi przyjaciele dobrze o tym wiedzieli. Nieustannie zapewniali mnie o modlitwie za Hanię. O tym, że oni w swoich sercach zaniosą ją do Częstochowy. Na koniec pielgrzymki otrzymałam przepiękny prezent. W intencji Hani zostały odprawione aż dwie msze. Jedną z nich odprawił ksiądz Szrek na pielgrzymim szlaku, drugą zamówiła Angelika, moja kochana towarzyszka. Jakże wielka była moja radość, kiedy odebrałam od listonosza kopertę z bąbelkami a w niej winko z cudownego sanktuarium w Gidle i zawiadomienie o mszy w intencji Hani. Zdaję sobie sprawę, że te moje wspomnienia dziurawe są w tym roku jak ser szwajcarski. Domyślam się jak wiele wyświadczonego mi dobra pominęłam, jak wielu ludzi nie wspomniałam. Przeziębienie sprawiło niestety, że byłam mocno skupiona na sobie. Postanowiłam jednak spisać to co pamiętam, aby wszystkim dobrym aniołom wspólnej drogi, także tym nie wyróżnionym z imienia powiedzieć, że BARDZO WAM DZIĘKUJĘ I BARDZO WAS KOCHAM!!!!!

Charakterystyka naszych grup pielgrzymkowych


Grupa, św. Kamila od lat prowadzona jest przez Jego duchowych synów - Ojców Kamilianów. Grupie przewodzi O. Czesław, pomagają mu: dk. Tomasz i grupa 6 kleryków, aktywnie opiekujących się niepełnosprawnymi i pomagających w prowadzeniu grupy. Grupa liczy prawie 100-u pielgrzymów wśród których idzie 23 niepełnosprawnych. Grupa jest zróżnicowana, zarówno pod względem pochodzenia z różnych stron Polski, jak i ze względu na wiek. Nie licząc nienarodzonego dzieciątka, które pielgrzymuje pod sercem swojej mamy najmłodszy pielgrzym ma 1,5 roku, najstarszy 86 lat. Łączy ich jednak miłość do Matki Bożej, której ofiarują swoje trudy pielgrzymie i intencje, które przynoszą.

Grupa św. Józefa, mimo tego, że jest najmłodszą grupą w całej pielgrzymce to należała w tym roku do najliczniejszych, liczyła bowiem 159 pątników. Do godnego przeżycia spotkania z Matką z Jasnej Góry grupę przygotowywali księża: Paweł Wojtas, który jest zarazem Naczelnym Kapelanem Więziennictwa w Polsce, a ponadto Ks. Stanisław Jurczuk, brat Szczepan Perycz -Szczepański ze Zgromadzenia Pocieszycieli z Getsemani, siostry pallotynki: Agnieszka Dąbrowska i Hanna Brunka oraz klerycy z seminarium warszawskiego Robert Sołtysiak, Przemysław Rapacz i Jacek Wiliński. Trzon grupy obok niepełnosprawnych stanowiili także więźniowie z polskich zakładów karnych oraz pielgrzymi z Warszawy i Głogowa. Przez cały czas pielgrzymowania grupa szerzyła kult św. Józefa. Codziennie odmawiała nowennę i litanie do opiekuna Kościoła św. U „św. Józefa panuje klimat iście rodzinny. Potrafią zarówno bardzo dobrze się bawić jaki i wejść w klimat skupienia i modlitwy. A dziś stają u tronu Matki i Królowej, a by dziękować jej za łaskę pielgrzymki i przedstawić jej swoje intencje.

Grupa Unitów Podlaskich liczyła 135 pielgrzymów w tym 20 osób niepełnosprawnych. Głównym trzonem grupy byli pielgrzymi z Diecezji Siedleckiej. Grupie przewodniczył Ks. Jarosław Grzelak – prezes Katolickiego Stowarzyszenia Niepełnosprawnych Diecezji Siedleckiej. W grupie pielgrzymowały 2 siostry zakonne: s. Irena- franciszkanka i s. Agnes Nazaretanka, grupa więźniów oraz dzieci młodzież i dorośli. Najmłodsi pielgrzymi w grupie to bliźniacy Kacper i Michał (8 lat) a najstarsza 74 letnia siostra Magdalena. Dzięki obecności utalentowanej grupy muzycznej „Unici” są rozśpiewani, radośni co sprawiło, że przemierzenie kilometrów nie stanowiło dla nich większych kłopotów o czym świadczy najmniejsza frekwencja w punktach medycznych. Oprócz śpiewu w grupie panował nastrój powagi i modlitwy. W modlitwę poranną zaangażowani byli najmłodsi pielgrzymi szczególnie Ania i Michał. Mimo dużej rozpiętości wieku grupa Unitów tworzyła jedna wielką rodzinę.

Grupa św. Michała Archanioła liczyła 171 pątników. Najstarsi pielgrzymi mają ponad 80 lat życia, najmłodsza uczestniczka ma 3 lata i pielgrzymuje już 3 raz. Grupę prowadził ks. Artur – michaelita, zwany przez pielgrzymów „Shrekiem”, oraz s. Benigna – nazaretanka. Pomagają im klerycy ze Zgromadzenia św. Michała Archanioła. Dla odróżnienia zwani Piotrem starszym i Piotrem młodszym. Grupa jest bardzo radosna i rozśpiewana, pełna optymizmu i otwarcia na najważniejszych pielgrzymów – czyli osoby niepełnosprawne. Idąc za Chrystusem, odkrywaliśmy bogactwo powołania, którym Bóg obdarza każdego z nas. Wielką radością jest to, że grupa nieustannie się powiększa – w tym roku aż 70 osób pielgrzymuje z nami po raz pierwszy.

Grupa św. Wawrzyńca, który nazwał ubogich, chorych i niepełnosprawnych "skarbem Kościoła" jest najstarszą grupa pielgrzymkową. Pod zielonym „wawrzyńcowym” znakiem pielgrzymowało w tym roku 166 pątników, głównie z Warszawy, Krośniewic, Augustowa, Otwocka, Karczewa, Michałowic, Piastowa i wielu innych miejscowości. Posługę duchową sprawowało dwóch kapłanów: ks. Artur „Max” Szajko i ks. Radosław Jurewicz oraz siostry: Kamila i Paula – franciszkanki od Pokuty i Miłości chrześcijańskiej.

Chociaż grupa św. Wawrzyńca wędruje jako jedyna z naszą pielgrzymką od początku, czyli od 16 lat, i można by ją nazwać najstarszą, to w tym roku jest bardzo odmłodzona, za sprawą aż szesnaściorga dzieci poniżej 10 roku życia, a najmłodszy pątnik – Antoś 14 sierpnia ukończył 6 miesięcy. W grupie św. Wawrzyńca pielgrzymuje 27 osób niepełnosprawnych fizycznie lub intelektualnie, którymi z poświęceniem i troską opiekują się liczni ofiarni wolontariusze. Mimo starań ks. Przewodnika, grupa jest bardzo zdyscyplinowana a wędrując do tronu Jasnogórskiej Pani nawet zachowując ograniczenia prędkości zostawiała w tyle inne grupy.




2009-05-31 20:03:35 | drukuj
Nowa placówka
1% dla KSN AW
Totus 2002
Współpracujemy