poprzednie zamknij następne
Pielgrzymka 2005
XIV Piesza Pielgrzymka Niepełnosprawnych  z Warszawy na Jasną Górę

Moja pierwsza pielgrzymka na Jasną Górę

Zawsze, gdy zbliżał się początek sierpnia w moim sercu rodziła się ogromna tęsknota za tym, aby wyruszyć na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Już w zeszłym roku chciałem podążyć pielgrzymim szlakiem, jednak nie dane mi było. Jaka więc była moja ogromna radość, gdy w tym roku mogłem wyruszyć wraz z niepełnosprawnymi do tronu Jasnogórskiej Matki i Królowej.

Pielgrzymka rozpoczyna się Mszą Św. celebrowaną przez ks. Bp. Piotra Jareckiego. Już na samym początku moment wzruszenia, śpiew Jest zakątek na tej ziemi… Uświadamiam sobie wtedy bardzo mocno, że już za 10 dni dane mi będzie widzieć twarz Czarnej Madonny. Od wielu osób słyszałem, że pielgrzymowanie może być trudne: bąble na nogach, niewyspanie, obolałe nogi, ale myślałem sobie, czym jest to wszystko, jeśli na końcu czeka mnie tak wielka nagroda – Jasna Góra.

I zaczynam moje pielgrzymowanie. Grupa św. Józefa, w której jestem, idzie pierwsza. Ten moment wymarszu na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Wiele osób odprowadza nas do kościoła Podwyższenia Krzyża, tutaj bowiem jest pierwszy postój. I od razu niespodzianka, tamtejsi parafianie przygotowali nam poczęstunek: picie, kanapki, ciasto, owoce. Koniec postoju. Wyruszamy dalej. Po drodze doświadczamy że strony wszystkich spotkanych osób ogromnej serdeczności (tak na marginesie trzeba dodać, iż towarzyszyła nam ona na całej trasie). Jedni ludzie stają przy ulicy, częstują nas tym co mają, inni zaś machają do nas. W oczach wszystkich łzy wzruszenia. W przelotnej rozmowie przyznają się do tego, że co roku z utęsknieniem czekają na tę pielgrzymkę. Niekiedy proszą nas
o modlitwę. Mniej więcej co godzina jest kolejny odpoczynek. Postój trwa zwykle 20-30 minut. Jest czas na lepsze poznanie swojej grupy. Na kolejnych etapach: różaniec i koronka prowadzone przez siostry zakonne, konferencje wygłaszane przez księdza Arkadiusza lub seminarzystów: Krzysztofa z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, czy naszego Kubę Sawickiego…A przede wszystkim śpiewy prowadzone przez Mario z KSN AW i „jego” zespół muzyczny. Była możliwość spowiedzi. W międzyczasie wózki: albo pchanie z niepełnosprawnymi, albo ciągnięcie z nagłośnieniem.

Nim się spostrzegłem, a już pierwszy dzień pomału dobiegał końca. Może to dziwne, ale jakoś zbytnio nie bolały mnie nogi i o dziwo nie było żadnego bąbla. Nocleg w bieniewickiej szkole. Czas na kolację. Wyciągamy to co otrzymaliśmy podczas drogi. O 22 cisza nocna. Jakoś nie z bardzo chce się spać , może to wpływ wrażeń pierwszego dnia.

Ranek drugiego dnia, dopiero teraz zaczynają boleć ścięgna, ale jakoś je rozchodziłem już nie boli. Śniadanie przygotowane przez mieszkańców Bieniewic i znów wyruszamy w drogę. Pogoda w sam raz do wędrówki: nie pada i nie jest zbyt ciepło, ale na wszelki wypadek wziąłem ze sobą czapkę i krem z filtrem. Opuszczam rodzinną archidiecezję warszawską i wkraczam w gościnne progi diecezji łowickiej. Msza św., a po niej obiad, do wyboru: rosół, warzywna, krupnik. Później chwila wytchnienia i dalej w drogę. I znów wieczór, kolejny dzień za mną.

Czas szybko mija. Dzień mało różni się od poprzedniego. Wyjątek stanowił Głuchów, tutaj Mszy św. przewodniczył ksiądz bp. Józef Zawitkowski. W swojej homilii podnosi nas na duchu, w sumie to czwarty dzień i wielu przechodzi kryzys, zwątpienie, czy na pewno da sobie radę, czy dojdzie. Wszędzie tam gdzie mnie przyjmują doświadczam ogromnej serdeczności i życzliwości. W oczach gospodarzy, u których nocuję jestem bohaterem, starają się jak najlepiej ugościć, zapraszają na następny rok. W połowie pielgrzymki pojawiają się pierwsze bąble. Zaczynam więc moją prywatną pielgrzymkę do punktu medycznego. Przebijanie bąbli, bandażowanie nogi, przykładanie maści, żeby można było lepiej iść. Najgorsze jest każde pierwsze 10 minut po postoju, później się jakoś ból rozchodzi. Kuleję, ale cel jest tak blisko. I wreszcie 14 sierpnia - dzień wejścia na Jasną Górę. Przez cały czas da się wyczuć świąteczny nastrój, to już dziś nasza pielgrzymka dobiegnie końca. Ciągła niecierpliwość i liczenie czasu, jeszcze tylko 15,10,5 kilometrów. Jest. Tablica z napisem Częstochowa. Euforia, radość. Wyglądanie wieży jasnogórskiej. Ostatni postój. Oczekiwanie kiedy w końcu wyruszymy. Musimy bowiem wstrzelić się pomiędzy pielgrzymkę warszawską, a tzw. siedemnastkami. Jest znak, ruszamy. Łzy same płyną z oczu, już za chwilę osiągniemy cel naszych 10 dniowych zmagań. Wkraczamy w Aleję Najświętszej Maryi Panny. Tysiące pielgrzymów za nami i tyle samo przed nami. Całkowicie zapomniałem o moich obolałych nogach, o bąblach, wszak idę do mojej Matki. Jeszcze tylko przedstawienie grupy na wałach jasnogórskich i … znajduje się przed Obliczem Pani jasnogórskiej. Pielgrzymka dobiegła końca.
J. Jędrusiów



2009-05-31 20:23:15 | drukuj
Nowa placówka
1% dla KSN AW
Totus 2002
Współpracujemy