poprzednie zamknij następne
"Pomagać innym" - relacja brata Jakuba
4 sierpień 2009 roku godzina 15.00, ja wraz z pięcioma osadzonymi wyruszamy w nieznane. Do zakładu przyszedł po nas kapelan więzienny O. Damian Kosecki CCG, z którym udaliśmy się do Domu Prowincjalnego Zgromadzenia Braci Pocieszyciel z Getsemani przy ulicy Strzeleckiej.
Tam odbył się wspólny posiłek, po którym nadszedł czas przemyśleń i rozmowy oraz kolacji. O 18.00 wyruszamy z naszym opiekunem Diakonem Bonifacym Jankowiakiem CCG na dworzec, z którego pociągiem udaliśmy się do Warszawy. Celem wyprawy była 18 Piesza Pielgrzymka Niepełnosprawnych Warszawa - Jasna Góra, pod hasłem „Jesteśmy dorośli". My, jako wolontariusze zostaliśmy wytypowani przez naszego Kapelana, by nieść pomoc innym. Żaden z nas nigdy wcześniej nie brał udziału w takim wydarzeniu. Dojechaliśmy o 22.00 i gdy weszliśmy do szkoły, w której mieliśmy pierwszy nocleg, od razu dało odczuć się niesamowitą atmosferę. W środku ujrzałem znajomego pana, witającego nas gestem podniesienia ręki. Z początku nie skojarzyłem kim jest, ale po chwili uświadomiłem sobie, że to psycholog z naszego zakładu z oddziału od uzależnień. Po chwili rozmowy dowiedziałem się, iż szósty raz bierze udział w pielgrzymce, by pomagać innym. Po ułożeniu do snu przyszedł czas na refleksję, ogarnęły mnie obawy, jak ludzie będą reagowali na nas, więźniów. Z tą myślą zasnąłem.

5 sierpień. Początek pielgrzymki. Pobudka 5.15, szybkie sprawy związane z higieną osobistą. O 6.00 wyruszamy na mszę do kościoła św. Józefa, która miała zainicjować pielgrzymkę. Mszę odprawiał biskup, (nazwiska nie zapamiętałem) od którego usłyszałem, że jest to dziesiąta pielgrzymka, w której uczestniczą więźniowie pod przewodnictwem Naczelnego Kapelana Więziennictwa ks. dr Pawła Wojtasa. W tym roku było nas około pięćdziesięciu, co było rekordową liczbą. Przed wymarszem otrzymaliśmy plakietki z imieniem oraz kartę pielgrzyma z trasą i regulaminem. Wyruszaliśmy w pięciu grupach: Grupa Błogosławionych Unitów Podlaskich, św. Kamila, św. Michała, św. Józefa i św. Wawrzyńca. My zostaliśmy przydzieleni do tej pierwszej, najliczniejszej grupy. Cała pielgrzymka liczyła ponad ośmiuset pątników. 

Z uśmiechem na twarzy o 7.30 wyruszyliśmy w drogę do Najświętszej Maryi Panny. Przez pierwsze etapy każdy z nas był skrępowany i obawiał się ludzi, ale jak okazało się później, o czym jeszcze napiszę, nie było żadnych różnic. Wszyscy pielgrzymi byli jedną wielką rodziną, bez względu na to czy to dziecko, ksiądz, niepełnosprawny, wolontariusz czy więzień. Każdy dla każdego był bratem lub siostrą, żadnych uprzedzeń. Z założenia artykuł ten miał być moją codzienną relacją z tarasy pielgrzymki, lecz już po pierwszym dniu przekonałem się, iż tak się nie da. Po pierwsze, trzeba to samemu przeżyć, by czuć cudowną atmosferę, a po drugie, nie ma czasu na notatki. Ja postaram się wam w skrócie opisać, choć jeden dzień pielgrzyma oraz przeżycia duchowe i te ludzkie, jakie mnie dotknęły przez  10 niezapomnianych do końca życia dni. Dziennie mieliśmy do przebycia około 30 kilometrów, które podzielone było na 7 lub 8 etapów. Noclegi były w szkołach, remizach, namiotach, stodołach i na kwaterach u gospodarzy, którzy beż żadnych oporów przyjmowali pod swoje dachy zmęczonych pątników, zapewniając im kąpiel i posiłek, za co serdeczne Bóg zapłać dla tych wspaniałych ludzi. Podczas postojów również ludzie raczyli nas jedzeniem i napojami, a wszyscy pielgrzymi częstując się dziękowali im serdecznie za ich dobre serca. Każdy dbał o to, aby klimat w grupie był odpowiedni, wszyscy troszczyli się o innych,
a w szczególności o osoby niepełnosprawne i słabsze, pomagając prowadzić wózki i wspierając swoim ramieniem oraz słowem otuchy. W drodze towarzyszyły nam codzienne msze i modlitwy, (gdyż pielgrzymka jest wyłącznie aktem religijno-pokutnym) śpiewy, o które dbały służby muzyczne, życzenia z okazji pełnoletniości pielgrzymki oraz porządek zewnętrzny. Ja miałem okazję współprowadzić modlitwę różańcową oraz koronkę, co było dla mnie cudownym doznaniem.
A kiedy przez 5 kilometrów niosłem znak Błogosławionych Unitów, który prowadził całą grupę, czułem
w sobie radość i coś, czego nie da się opisać tak po prostu. Przed samą Częstochową w miejscowości Rędziny miała miejsce jedna z najbardziej wzruszających chwil podczas całej pielgrzymki. Po Mszy świętej wszyscy udaliśmy się z tyłu kościoła, który znajdował się na tzw. Górce Przeproin. Tam uczestnicy dzieląc się chlebem, przepraszali się nawzajem, lub po prostu dziękowali słowami „dziękuję, że jesteś". Było to cudowne uczucie ściskać się z ludźmi, którzy doceniali naszą pomoc, nie zerkając w przeszłość i możliwość podziękowania tym, którzy przywrócili mi wiarę na przyszłość. Samo wejście 14 - ego sierpnia do Częstochowy, gdy szliśmy przez Aleję prowadzącą na Jasną Górę było niesamowite. Wszyscy mimo ogromnego zmęczenia po przebyciu prawie 300 kilometrów uradowani, tańcząc okazywali zadowolenie, iż udało się dotrzeć do celu. I oczywiście na zakończenie msza, gdy przed Jasnogórskim klasztorem w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny uczestniczy w niej około 100 tysięcy ludzi, a wśród nich ja. Są to naprawdę wspaniałe i niezapomniane chwilę. Ja, jako więzień, gdy usłyszałem
o pielgrzymce, traktowałem to jako (przyznam się szczerzę) jakąś rozrywkę. Zawszę to parę dni poza murami. Miałem też świadomość, iż idę nieść pomoc innym i byłem na to gotowy. Na początku nie rozumiałem tylko duchowego przesłania, nie mogłem tego w sobie odnaleźć, ale już pierwszego dnia uświadomiłem sobie wszystko. W imię czego tam idę. Jaki byłem głupi, nie rozumiejąc charakteru pielgrzymki. W sercu niosłem intencję w jakiej codziennie się modliłem i którą wymówiłem na Jasnej Górze klęcząc przed obrazem Najświętszej Maryi. Wielokrotnie wcześniej klęczałem w tym miejscu, lecz pierwszy raz miałem łzy w oczach, a otarła mi je niepełnosprawna kobieta, którą wprowadziłem na wózku przed oblicze Królowej Polski. Duchowych tchnień nie da się opisać, trzeba je po prostu przeżyć. Ja będąc tam, miałem świadomość i czułem, iż mój udział ma wpływ na całe moje dalsze życie. Opiszę wam kilka osób, które pomogły mi nie będąc świadomymi, iż taką pomoc niosą.

Kamilka, młoda wolontariuszka z Siedlec, po raz ósmy uczestniczyła w pielgrzymce. Kamila była w służbach porządkowych. Pamiętam, jak w pierwszy dzień podeszła w pomarańczowej kamizelce z lizakiemi i krótkofalówką w ręku, prosząc mnie o poniesienie plecaka. Zgodziłem się od razu. Na następnym postoju cały czas rozmawialiśmy, dowiedziałem się, że ma pod opieką grupę młodzieży. Poznając ją i jej podopiecznych nie odczuwałem żadnych uprzedzeń mimo tego, że wiedzieli, w jakim miejscu się znajduje i za co tam trafiłem. Traktowali mnie jak równego sobie. Dwie noce spałem z nimi w jednym pomieszczeniu, mimo faktu, iż popełniłem w życiu tak poważny błąd, przygarnęli mnie i zaakceptowali. Podczas rozmowy z Kamilą zadałem jej pytanie, dlaczego tak jest, czy się mnie nie obawia, a ona ze stoickim spokojem odpowiedziała „bracie, wiem, iż nie zrobisz mi krzywdy i nie jesteś złym człowiekiem". Dzięki Wam za to, że byliście i daliście mi wiarę na dalsze życie. 

Grupa brata Stanisława, bo tak pozwoliłem sobie ich nazwać: Emilka, Patrycja, Paulina, Wiesia, Aneta, Gosia z dwiema cudownymi córeczkami, niepełnosprawny Adam, Paweł i Stanisław. Ci ludzie pomogli mi również. Wspierali, a przede wszystkim traktowali mnie jak równego sobie.
Pan Stanisław, wspaniały człowiek, cały czas powtarzał mi słowa, których niestety nie zapamiętałem (sentencja była łacińska), ale wiem jakie miały przesłanie i cały czas mam je w głowie. Trzy siostrzyczki: Patrycja pięknie śpiewająca młoda dziewczyna, Paulina oraz Emilka z mężem Pawłem, rozmowami budowali mą wiarę i nadzieję na przyszłość. Adam, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie swoim entuzjazmem, bo mimo, iż od wielu lat porusza się na wózku ma w sobie tyle życia, iż zaraził mnie swym optymizmem. Pani Wiesia nie pozwoliła byśmy chodzili głodni, wspierająca słowem i bijącą blaskiem dobrocią. Aneta, której humor na zawsze utkwi mi w pamięci. Dziękuje Wam za wszystko.

Chcę też za wszystko podziękować Siostrze Halince z Bractwa Więziennego, dzięki której niczego nam nie brakowało. Za jej dobre serce i opiekę nad skazanymi z Włocławka i nie tylko. Siostro, liczy się, że my mamy czyste sumienia. Dziękujemy!

Takich osób było wiele, pozwolę sobie wymienić ich imiona w hołdzie za pomoc: Madzia, Gosia, Kasia, Agnieszka, Renia, Ania, Ola, ks. Darek, Jasiu, Mateusz, Marian, Michał, Zbyszek. Dziękuję Wam za wszystko bracia i siostry Unici, za postępowanie zgodne z przykazaniem miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Za to, że byliście, jesteście i będziecie. To było niesamowite przeżycie, które pozwoliło mi odzyskać wiarę i nadzieję.

I tak właśnie pomagając innym, otrzymałem to samo, coś, czego się nie spodziewałem. Chciałbym przeżyć to samo za rok, dwa i ... . Mam nadzieję, że będzie mi dana taka szansa, by tych wszystkich wspaniałych ludzi ponownie napotkać na swej drodze i przeżywać te wspaniałe duchowe uniesienia razem z nimi. Ja obiecuję, że ze wszystkich sił będę starał się by za rok ponownie być w waszym gronie. Bóg zapłać bracia i siostry.

Specjalne podziękowania w imieniu skazanych z Włocławka dla Naczelnego Kapelana Więziennictwa ks. dr Pawła Wojtasa, kapelana naszego zakładu Ojca Damiana Koseckiego oraz całej Dyrekcji naszego Zakładu Karnego, za to, że mogliśmy uczestniczyć w tak cudownym przedsięwzięciu i przeżyć te piękne niezapomniane chwile z wszystkimi uczestnikami pielgrzymki.
A szczególne podziękowanie dla naszego wspaniałego opiekuna Brata Bonifacego CCG, za wspieranie duchowe i pieczę nad wszystkim i za to, że I wobec Niego mieliśmy możliwość okazać chrześcijańskie miłosierdzie w czasie Jego kontuzji.


Brat Kuba
Jakub Ściobłowski



2009-08-25 12:13:23 | drukuj
Nowa placówka
1% dla KSN AW
Totus 2002
Współpracujemy