Pani Matylda zajmująca się organizacją pielgrzymki znalazła dla mnie wspaniałą wolontariuszkę Edytkę z Białegostoku, z którą przez tych dziesięć cudownych dni wspólnie podążałyśmy do Maryi. Oprócz Edytki już pierwszego dnia na pierwszym postoju poznałam i zaprzyjaźniłam się z dwiema FANTASTYCZNYMI dziewczynami - Anią z Warszawy i Kasią z Kielc, które również nie odstępowały mnie na krok i w każdej chwili były dla mnie ogromną pomocą i wsparciem.
Nasz dzień rozpoczynał się o różnych porach w zależności od tego jak długie były etapy, które musieliśmy przejść w danym dniu. Schemat porannych czynności zawsze był ten sam. Pobudka, toaleta, śniadanko i w drogę. Jednak niezależnie od tego jak długi był etap, który trzeba było przejść niczego się nie obawialiśmy, ponieważ opieka medyczna jaką mieliśmy zapewnioną była na bardzo dobrym poziomie. Podczas tej wędrówki odczuwaliśmy ogromną radość wśród Nas, z faktu, że zmierzamy na Jasną Górę. Byliśmy wspólnotą braci i sióstr wzajemnie sobie pomagającą i bardzo cieszącą się tym, że idziemy do Czarnej Madonny. Dużo śpiewaliśmy, modliliśmy się i żartowaliśmy.
Ogromnie ujmująca za serce była szczodrość i gościnność gospodarzy, którzy witali i pozdrawiali nas w trakcie drogi, a także tych, którzy przyjmowali nas pod swój dach na noclegach. Dawali nam wszystko co mieli najlepszego do jedzenia i dzielili się z nami każdym skrawkiem łóżka, podłogi czy nawet stodoły.
Bardzo, bardzo mocno zachęcam wszystkich niepełnosprawnych zamkniętych w „skorupie" własnych lęków i w „klatce" domowych czterech ścian ,by odważyli się zrobić ten pierwszy krok pokonania własnych lęków i ograniczeń, bo gdy się na to odważą, to czeka na nich wspaniała przygoda, a na końcu pielgrzymiego szlaku Czarna Madonna wszystkich mocno, mocno przytuli do serca. Tego uczucia nie da się opisać żadnymi słowami.


